10 dni medytacji w bólu. Kurs Vipassany – część 2

10 dni medytacji w bólu. Kurs Vipassany – część 2
11 dni na odludziu, 10 dni bez telefonu, 9 dni milczenia, około 90 godzin spędzonych na medytacji. Zdecydowałam się na kurs Vipassany, bo to doskonały sposób, by lepiej poznać swoje wnętrze. O Vipassanie dowiedziałam się zaledwie 3 miesiące temu, ale od razu spodobała mi się ta idea. Słyszałam, że kurs Vipassany jest jednym z miejsc, które odmieniają życie. Właśnie przez to miałam wysokie wymagania, którym trudno było sprostać.
 
 
Pierwsza część wpisu znajduje się tutaj.
 

6 dzień

Moja reakcja na mistyczne doświadczenie, które miałam dzień wcześniej okazała się być najgorszą możliwą reakcją. Celem Vipassany jest Equanimity. To słowo zaczęło być powtarzane około 31 razy dziennie, co jest dość zabawne, bo nie zostało nawet wyjaśnione. Żałowałam, że nie mam słownika, by je przetłumaczyć. Potem okazało się, że na początku nikt nie wiedział co znaczy.
 
 
W skrócie chodzi o to, by tylko obserwować doznania w ciele. Equanimity mówi o tym, by dotrzeć do miejsca, w którym nie odczuwamy niechęci w stosunku do nieprzyjemnych doznań (np. bólu) oraz pożądania przyjemnych doznań (np. wibracji, flow). Dlaczego właśnie to jest tak ważne i jest celem Vipassany?
 
 
Bo w życiu zawsze cierpimy, kiedy dostajemy to czego nie chcieliśmy dostać. Kiedy spotyka nas coś trudnego, na co nie byliśmy przygotowani, czujemy smutek. Cierpimy jednak też, kiedy spodziewamy się coś dostać, ale tego nie dostajemy. Czujemy wtedy złość, frustrację i rozczarowanie. W Vipassanie chodzi o to, by nie pożądać żadnych doznań w ciele i akceptować wszystkie bez wyjątku – te przyjemne jak i nie przyjemne. By akceptować ich ulotność, nietrwałość i zrozumieć, że zawsze przeminą.
 
 
Ja popełniłam spory błąd, bo mój umysł zacząć pragnąć stanu flow, przyjemnych wibracji i lekkich doznań. Czym bardziej ich pragnęłam, tym bardziej sfrustrowana się czułam, kiedy ich nie dostawałam. Wciąż przeżywałam jeszcze moje mistyczne doznanie, więc poszłam na spotkanie z nauczycielką, również Natalią, by opowiedzieć jej o swoich wątpliwościach.
 
– Equanimity jest najważniejsze i to właśnie do równowagi i spokoju umysłu powinnaś dążyć – powiedziała.
 
Na tak zwanej „fazie” był też autor zabawnego artykułu, po przeczytaniu którego postanowiłam pojechać na kurs Vipassany.
 
 

7 dzień

Siódmy dzień był kryzysowy. I w sumie to zupełnie normalne. Raz płyniesz z falą, innym razem przeżywasz kryzys. Ups and downs. Dokładnie tak jak w życiu.
 
 
Zaczęło boleć mnie gardło, więc ucięłam sobie popołudniową drzemkę. Bolała mnie też głowa i czułam się osłabiona. Potem się dowiedziałam, że 10% studentów w trakcie kursu miała covid, więc możliwe, że i ja. Byłam jednak przekonana, że tylko zachorowałam, bo jadłam posiłki na zewnątrz, siedząc na zimnej posadzce i ciesząc się słońcem.
 
 
Najlepszą częścią dnia był spacer do natury po każdym obiedzie. Mogłam wtedy usiąść na krześle i cieszyć się styczniowym, hiszpańskim słońcem. W oddali słychać ćwierkotanie ptaków, spokojny szum strumyka i dzwoneczki krów, które się niedaleko wypasają.
 
 
Najlepsze jest uczucie, że nic nie muszę. Nie mam to-do listy. Siedzę tu i teraz i rozkoszuję się słońcem. Nie przejmuję się, czy mi ukradną pieniądze, bo ich nie mam lub czy zgubię telefon, bo też go nie mam. Nie wiem nawet która jest godzina, bo nie posiadam zegarka. Przez 10 dni żyję jak mniszka.
 
 
Zaczynam trochę rozmyślać. Brakuje mi rozmów z innymi i kultury. Obejrzałabym jakiś film albo poczytałabym książkę. Próbuję się uspokoić i wyrzucić napływające myśli z głowy.
 
 
Wdech, wydech, wdech… gdzie teraz jestem w ciele? Chyba się zgubiłam. Aaa przy łokciach… Wdech… łokieć to dziwne słowo… Wydech… po hiszpańsku brzmi to o wiele ładniej. El codo. Wdech, wydech… w sumie do czego służą łokcie? Wdech… pamiętam jak Kasia Nosowska napisała w swojej książce, że gdyby ludzie uprawiali seks łokciami to…Wydech… ogarnij się i przestań myśleć o łokciach.
 
 
Wieczorem, podczas wykładu Goenka mówi, że zostały dwa ostatnie dni poważnej praktyki. Sugeruje, by być uważnym również w przerwach od medytacji – podczas posiłków, spacerów i robienia wszystkiego innego. Podejmuję decyzję, że jutro wstaję od rana na medytację i daję z siebie wszystko.
 
 

8 dzień

No i zaspałam. Ale o dziwo nie jestem na siebie zła. Wczoraj byłaś zmęczona i chora, potrzebowałaś wypocząć – odzywa się współczujący głos ze środka. Jem uważnie śniadanie, przestaję zwracać uwagę na inne osoby. Istnieje tylko owsianka. Podczas medytacji powoli zaczynam wykorzeniać przywiązanie do miłych doznań.
 
 
Największą rozrywką dnia staje się obserwowanie mrówek, zmagających się z przeniesieniem kawałka jedzenia. Moje współczucie rośnie do tego stopnia, że robi mi się szkoda samotnej mrówki, która znalazła coś innego i żadna inna mrówka nie chce jej pomóc. Halo, pomóżcie jej, ona się tu sama męczy! Czemu nikt jej nie pomoże?
 
 
Podczas spaceru odczuwam swego rodzaju miłość do wszystkich innych kobiet. Mijam te same twarze już od ośmiu dni. Nic nie wiem o tych kobietach, a jednak czuję, że trochę je znam. Mam ochotę pogadać z nimi, wypytać o wszystko… co lubią robić, czym się zajmują, jak się czują. Mam ochotę je przytulić. Mogłabym spędzić z nimi następne 10 dni. Ogarnia mnie wewnętrzne szczęście.
 
 
Wieczorem znów wchodzę we flow, ale tym razem wiem, że szybko przeminie. Czuję cudowną lekkość głowy, wibracje przechodzące przez całe ciało i uczucie gorąca na całych rękach. Wydaje mi się, że w końcu przestałam pragnąć pozytywnych doznań. Czuję ogromną ulgę, jakby coś spadło z serca. W końcu robię krok w stronę Equanimity, a to jest przecież celem Vipassany.
 
kurs Vipassany

9 dzień

Poranna medytacja nie wychodzi, więc po obiedzie znów odwiedzam nauczycielkę, która daje mi do myślenia:
 
– Natalia, nie powinnaś chcieć odczuwać flow, pragnąć żadnych doznań ani odczuwać do nich niechęci. Twoim celem jest TYLKO OBSERWACJA. Obserwuj to co czujesz, bez oceniania. Uczysz się tego, by później nie cierpieć, kiedy spotka Cię coś przykrego w życiu lub kiedy nie dostaniesz tego, czego oczekiwałaś.
 
No tak, to ma sens.
 
 
Czasami nie mogłam spać i budziłam się o 3 rano wyspana, bo po wielu godzinach medytacji umysł był już wypoczęty. Przez cały kurs Vipassany moje sny były nasycone intensywnością, a podświadomość podsuwała różne ciekawe obrazy. Jeszcze nigdy w życiu nie pamiętałam tylu snów.
 
 
Niektóre są tak miłe, że budzę się z uśmiechem na ustach. Niektóre są pełne cierpienia i przemocy, a w wielu uciekam przed kimś, odczuwając strach. Koszmary są częścią Vipassany oraz uwalniania się od cierpienia, tak mówią nauczyciele. Później Ana wyjawia mi, że wiele razy mówiłam przez sen.
 

10 dzień

Odbywa się ostatnia medytacja, podczas której uczymy się nowej techniki Metta – okazywania miłości i współczucia do innych. Później przestaje obowiązywać milczenie i zaczynają się rozmowy z innymi.
 
 
Hiszpanki się rozgadują na kilka dobrych godzin i wszyscy dzielą się przeżyciami z kursu. Każdy przyznaje, że kurs Vipassany był trudnym doświadczeniem, pełnym bólu i poświęceń, choć kiedy w sali medytacyjnej otwiera się oczy to nikt się nie rusza, wszyscy pozostają spokojni i opanowani. Można pomyśleć, że na pewno oni radzą sobie lepiej niż ja. To nie prawda. Każdy się z czymś zmagał.
 
 
Rozmawiam z kilkoma kobietami i każda przeżyła kurs inaczej. Doina przyznaje, że odliczała dni do końca, bo tęskni za domem. Aouefa czuje, że naprawdę odbyła się jakaś operacja w jej mózgu. Opowiada jak podczas pierwszego kursu przez 8 dni czuła złość, która 9 dnia nagle minęła.
 
Carin wyjawia technikę, kiedy myśli przejmują panowanie nad jej umysłem. Vanessa przyznaje, że tak jak ja, miała duże oczekiwania. Śmieje się, że zaplanowała sobie życie do 2035 roku podczas medytacji. Elisa opowiada mi hardkorową historię, jak węże wychodziły jej z oczu, kiedy je zamykała, jak dywany lewitowały i jak myślała, że kompletnie oszalała.
 
 

11 dzień

Ostatniego dnia z samego rana dostajemy telefony. Po śniadaniu pomagamy sprzątać ośrodek, każdy przeznacza tyle czasu ile może. Nie mam jak wrócić do Lizbony, więc szukam jakiegokolwiek transportu, pytając wszystkich czy mogą mnie zabrać. Jeden z mężczyzn odstępuje mi swoje miejsce w aucie, za co jestem mu niesamowicie wdzięczna. Przez 3 godziny bez przerwy rozmawiam o Vipassanie z Basilem, który wyznaje, że popłakał się podczas snu, bo był zbyt realistyczny.
 
 
Gdybym miała opisać kurs Vipassany jednym słowem wybrałabym Współczucie. Muszę przyznać się do czegoś jeszcze. Przez pierwsze 3 dni obserwowałam kobietę, która w jakiś dziwny sposób mnie denerwowała. Nigdy z nią nie rozmawiałam, ale czułam, że bije od niej nieciekawa energia, która mi przeszkadza.
 
 
Siedziała długo przy każdym posiłku i zawsze z ponurym wyrazem twarzy obserwowała innych, w tym mnie. Nie wiem czemu, ale bardzo mnie to irytowało. Mój umysł stworzył sobie negatywny wizerunek tej kobiety. Po 3 dniach ogarnęłam się. Natalia, jeśli masz z nią jakiś problem to twój problem, więc nie zwracaj na nią uwagi. Nawet jej nie znasz i nic Ci nie zrobiła.
 
 
Piątego dnia podczas rozmowy z nauczycielką ta kobieta zapytana o to co czuje, odpowiada, że złość. Nagle robi mi się jej żal. Jak możesz odczuwać złość? Siedzisz już piąty dzień i tylko medytujesz. Ja odczuwam niesamowity spokój wewnętrzny i harmonię. Życzę jej też takiego spokoju, pomimo początkowej niechęci do tej osoby.
 
Oczywiście wizerunek, który stworzyłam w głowie okazał się kompletnie błędny. Tak to jest, że umysł lubi sobie kreować różne rzeczy. Pod koniec kursu ta kobieta się uśmiechała, a żegnając się z nami miała łzy w oczach. Widać było, że przeszła dużą przemianę.
 
***
 
Czy macie ochotę iść na kurs Vipassany? A może już na nim byliście?
Podzielcie się w komentarzu!
 

Leave a Reply